Trzech Braci i Smok

Żaden ojciec nie będzie życzył złego synowi. Jeden ojciec miał trzech synów. Zanim zmarł, nakazał im:

– Z naszej ziemi prowadzą trzy drogi. Nigdy nie chodźcie starą drogą.

Czas mijał i pewnego dnia, po śmierci ojca, najstarszy z synów przypadkiem natrafił na tę drogę.

– Jednak pójdę i zobaczę, co kryje ta droga – powiedział i ruszył wzdłuż niej.

Nagle pojawił się przed nim smok i zapytał:

– Co robisz, chłopcze? Dokąd idziesz?

– Nigdzie nie idę. Przed śmiercią nasz ojciec przykazał nam, żebyśmy nie szli tą drogą. Postanowiłem zobaczyć, dlaczego tak powiedział – odparł syn.

– Nie uwierzyłeś swojemu ojcu i przyszedłeś tutaj?! Pokażę ci, dlaczego ojciec was przestrzegał. Czy umiesz śpiewać illi? Jak nie zaśpiewasz illi lepiej ode mnie, to cię zjem! Nie oczekuj ode mnie litości! – pogroził smok.

Kiedy chłopak powiedział, że nie umie śpiewać, smok go zjadł.

Po jakimś czasie drugi brat również natrafił na starą drogą i postanowił dowiedzieć się co ona kryje. I na jego spotkanie także wyszedł smok i zapytał:

– Umiesz śpiewać illi?

Kiedy młody człowiek odpowiedział, że nie umie, smok go zjadł.

Trzeci, najmłodszy, brat wyruszył na poszukiwanie zaginionych braci. Poszedł zakazaną drogą i także spotkał smoka. Również jemu smok postawił warunek:

– Jeśli nie przewyższysz mnie w śpiewaniu illi albo opowiadaniu bajki, nie oczekuj ode mnie litości!

– Dobrze, opowiem ci bajkę – odpowiedział młodzieniec. Ale umówmy się, że nie będziemy sobie przerywać, dopóki historia się nie skończy. Jeśli któryś z nas wejdzie w słowo drugiemu, ten przegra. Jeżeli wygram ja, oddasz mi moich braci.

 

Smok zgodził się, a młodszy brat zaczął mówić:

– W zeszłym roku na zamarzniętym morzu pasłem stado koni. Kiedy nasyciły się rosnącą tam zieloną trawą, zechciały się napić wody. Zacząłem więc rąbać siekierą gruby na dziewięć metrów lód, ale nic z tego nie wyszło. Podpaliłem więc siekierę, żeby roztopić lód. Metalowa głowica, która się zapaliła, zrobiła dziurę w lodzie i wpadła do morza, a drewniany trzonek pozostał. Rozejrzałem się, żeby znaleźć coś, do czego mógłbym nabrać wody, ale wokół nie było nic odpowiedniego. Oderwałem wtedy sklepienie swojej czaszki, napełniłem je wodą i napoiłem konie. Wieczorem, gdy zrobiło się chłodniej, wywiozłem konie w niebo, aby spędzić noc w chmurach. Po chwili poczułem, że na mojej głowie nie ma sklepienia czaszki.

Och, co się dzieje?– pomyślałem i zbiegłem po nią z powrotem. Okazało się, że w czaszce uwiła sobie gniazdo przepiórka. Złapałem przepiórkę, założyłem czaszkę i dosiadłem ptaka. Przepiórka poleciała i zabrała mnie do mojego stada w chmurach. Zabiłem przepiórkę, rozpaliłem ogień, zrobiłem siedemset szaszłyków, a kiedy mięso przepiórcze skwierczało na żarze, z jednego rożna zaczął strumieniem ściekać tłuszcz. Wtedy zobaczyłem cię na dole, jak, poczuwszy zapach tłuszczu, przybiegłeś i zacząłeś skakać, starając się złapać go w otwarty pysk.

– Co, ja?! Kiedy?! – smok zerwał się, zapominając o ich umowie.

– Ha, ha, ha! – młodszy brat zatoczył się ze śmiechu. – Przegrałeś, przegrałeś! Naruszyłeś naszą umowę, oddaj moich braci!

Młodszy brat dzięki swojej błyskotliwości i umiejętnościom opowiadania uratował dwóch nieposłusznych ojcu braci i wrócili razem do domu. Młodzieniec upominał ich jednak:

– Tak dzieje się tymi, którzy działają wbrew woli ojca!

Bracia nie chodzili już starą drogą. Żyli długo w zgodzie, godnie i czyniąc wiele dobra. Wiem, bo byłem ich gościem, jadłem z nimi żiżig galnisz i piłem herbatę.