Wars i Sawa

Dawno, dawno temu, w czasach, których nawet najstarsi nie pamiętają, Ziemię porastała wielka puszcza. W gęstych lasach żyły wszystkie gatunki dzikich zwierząt, a woda w rzekach była czysta, słodka i pełna ryb. Ludzie nie budowali wtedy miast ani dróg, lecz mieszkali w małych rybackich osadach. Takich, jak ta na brzegu Wisły, gdzie urodził się Wars, syn rybaka.

Wars wyrósł na rosłego, nieustraszonego i pracowitego młodzieńca. Co noc, na długo przed świtem, wyruszał na połów. Wsiadał do własnoręcznie wyciosanej z najlepszego drewna łodzi, wypływał na rzekę, zarzucał sieci i – schowany w przybrzeżnych szuwarach – cierpliwie czekał, aż wypełnią się rybami.

Znał się na swojej robocie: nigdy nie wracał z połowu z pustymi rękami. Aż do tej nocy, która miała odmienić całe jego życie.

 

IMG-0357

A było to tak. Pewnego razu, kiedy właśnie miał zarzucić sieci, dobiegł go ze środka rzeki jakiś dziwny, niesłyszany dotąd dźwięk. Ktoś śpiewał: melodia niosła się po wodzie, delikatnie mieszając się ze wszystkimi innymi dźwiękami nocy. Była jednocześnie smutna i radosna, łagodna i pełna siły. Wars ostrożnie rozsunął trzciny i próbował wypatrzeć, do kogo należy niezwykłej urody głos.

Noc jednak była ciemna, księżyc schowany za chmurami – niczego nie zobaczył. Tkwił więc bez ruchu w swojej łodzi i słuchał, a każda nuta wyśpiewywana przez tajemniczy głos zapadała mu coraz głębiej w serce. Zapomniał o rybach, sieciach, zapomniał o samym sobie. Chciał tylko, żeby pieśń nigdy się nie skończyła. Z zasłuchania wyrwał go plusk wody. Głos umilkł. A Wars po raz pierwszy wrócił do domu bez ryb, za to – zakochany. Zakochał się w kimś, kogo nawet nie widział na oczy.

Następnego dnia Wars wybrał się na połów tuż po zmroku. Nie mógł się doczekać, aż znowu usłyszy słodką piosenkę. Kiedy zabrzmiał znajomy głos, rybak cichutko zanucił mu do wtóru. Tajemnicza istota zamilkła, wyraźnie zaskoczona, ale po chwili podjęła pieśń. Długo w noc niosły się po rzece dwa głosy śpiewające tę samą melodię. – Brzmi to tak, jakbyśmy ze sobą rozmawiali – pomyślał Wars i w tej samej sekundzie usłyszał plusk: melodia się urwała. Powoli zaczęło wstawać słońce.

IMG-0356

I znowu cały dzień Wars niecierpliwie wyczekiwał nocy. Wsiadł do łodzi jeszcze zanim słońce skryło się za horyzontem. Kiedy zrobiło się zupełnie ciemno – usłyszał wreszcie cudny głos i z radością podjął melodię. Niebo wypogodziło się, zza chmur wyjrzał okrągły księżyc, jego blask rozlał się po tafli rzeki. Wars wyjrzał zza trzcin i ujrzał unoszącą się na falach dziewczynę. Zdawało mu się, że śni – tak była piękna. Śpiewała, patrząc w niebo. Jej długie włosy kładły się na wodzie, oczy Iśniły zielonkawo. Wars dostrzegł coś jeszcze: w miejsce nóg dziewczyna miała… rybi ogon.

– Kim jesteś? – zawołał, nie bacząc, że ją spłoszy.
Dziewczyna przerwała pieśń i podpłynęła bliżej.
– Na imię mam Sawa – powiedziała. – A ty jesteś co noc moim gościem, chociaż wcale cię nie zapraszałam – dodała śmiało.
– Wybacz mi, proszę. Nie wiedziałem, że rzeka to twój dom. Jestem rybakiem, mieszkam niedaleko. Pozwól, że tym razem ja zaproszę ciebie w gości.
– Chciałabym cię odwiedzić, ale my, syreny nie możemy opuszczać rzeki – odparła smutno Sawa.

– Jeśli nie możesz przyjść do mego domu jako gość, przyjdź jako żona – wykrzyknął rybak –  Nie wyobrażam sobie, bym mógł przeżyć bez ciebie choć jeden dzień.
– A ja bez ciebie nie przeżyję nawet godziny – roześmiała się Sawa – W moim podwodnym świecie mówi się, że jeśli jakiś człowiek zakocha się bez pamięci i z wzajemnością w syrenie, jej rybi ogon zniknie i będzie mogła zamieszkać wśród ludzi.
     To mówiąc, Sawa stanęła na brzegu rzeki w całkiem ludzkiej postaci. A uszczęśliwiony Wars poprowadził ją do swojej chaty. Kilka dni później młoda para wyprawiła huczne wesele.

IMG-0355
IMG-0354

Wars i Sawa żyli długo i szczęśliwie w swoim domku nad brzegiem rzeki. Ich gościnność i pracowitość były słynne w całej okolicy. Wielu ludzi zapragnęło zamieszkać w pobliżu ich chatki.

Z biegiem lat mala nadwiślańska osada rybacka zamieniła się w dużą wioskę, którą na cześć rybaka i syreny nazwano Warszawą.

A jeszcze później w tym samym miejscu pobudowano wielkie miasto.